Niech żyje Ambroży Kleks

Niech żyje Ambroży Kleks!
kg1
„Pamiętajcie chłopcy – rzekł do nas na samym początku pan Kleks – że nie będę was uczył ani tabliczki mnożenia, ani gramatyki, ani kaligrafii, ani tych wszystkich nauk, które są zazwyczaj wykładane w szkołach. Ja wam po prostu pootwieram głowy i naleję do nich oleju.”
Czas spojrzeć na dziecko holistycznie, a testy traktować jako jedno, i to nie najważniejsze, z narzędzi diagnostycznych. Najważniejszym narzędziem diagnostycznym od lat i w dalszym ciągu jest „common sense” czyli zwyczajna sensowność w obserwacjach i zbieraniu danych na całokształt obrazu ucznia – młodego i w procesie dorastania człowieka. I poza tym, by oceniać innych, trzeba najpierw zdiagnozować swoje własne możliwości i umiejętności, by umieć dostrzec w innych ich twórczy potencjał lub słabe strony, potrzebujące lub też nie, uzupełnienia wiedzy i rozwoju.
Poniższy obrazek pięknie oddaje bezużyteczność testów, gdy chodzi o zdolności i umiejętności inne, niż te zaczerpnięte z książek i wykładów…
kg2

Tych cech nie zmierzy żadne narzędzie diagnostyczne, wymyślone przez człowieka, te umiejętności weryfikuje życie, i za każdym razem wynik będzie inny ze względu na wiek i środowisko przebywania w danym momencie:
wytrwałość, ciekawość, entuzjazm, odwaga, przywództwo, kreatywność, ukierunkowanie na dobro społeczne, radzenie sobie z organizowaniem potrzebnych rzeczy – pomysłowość, dyscyplina wewnętrzna, zadziwienie światem, myślenie globalne, współczucie, niezawodność, motywacja, humor, empatia, poczucie piękna, pokora i wytrzymałość.
Takiego holistycznego spojrzenia uczy Pan Kleks, wyszedłszy spod pióra Jana Brzechwy, który to pisarz był niezwykle wnikliwym obserwatorem ludzkich zachowań, systemowych ograniczeń i z wielkim poczuciem humoru.
kg3

Już za samo artystyczne spojrzenie na barwną postać niezwykłego bajkowego belfra, mogłabym uściskać mojego syna… I za to, że on i jego koledzy i koleżanki z klasy latają z kolorowymi piegami na twarzach już od dwóch tygodni, mogłabym uścisnąć niezwykłą belferzycę, jaką jest jego nauczycielka – Pani Maja. Jak ona to robi, że w jej klasie żadne z dzieci nie dostaje biegunki na słowo ”test” – to jej tajemnica. Ja zaś powoli zaczynam rozpracowywać jej metody i dochodzę do wniosku, że jej klasa jest Akademią Pani Kleksicy, w której z każdego dziecka dobywany jest potencjał do dawania z siebie wszystkiego, co najlepsze.
kg4

kg5
Dzieci chcą trafiać do szkół, w których nauczyciele potrafią czarować, jak Pan Kleks – by nauka nigdy się nie dłużyła, a znudzenie nie zawitało w umysły tych poddanych szkoleniu. Chcą trafiać do szkół, gdzie nauka odbywa się czynnie, poprzez działania i eksperymenty, a nie tylko przez zakuwanie z podręczników w ławkosiedzącej pozycji. Potem się dziwimy skąd biorą się wyrażenia takie jak „ośla ławka” – pewnie z kreatywnych i broniących się umysłów naszych dzieci poddawanych indoktrynacji i działaniu skostniałych zasad i struktur społecznych.
kg6
Ten wiersz dedykuję wszystkim, dla których rozwijanie wyobraźni jest ważniejsze od wyników testów kompetencji, jakim poddawane są nasze dzieci… A przecież, mogłyby uczęszczać do współczesnych Akademii Następców Pana Kleksa…
Magiczny Duet
Mały Wiedźmin dorastając
smoka sobie obłaskawił.
Wszystko przecież jest możliwe
w wyobraźni i w zabawie.

Piękny był ten Ogoniasty,
czerwień łuną odeń biła,
w różne światy Skrzata woził –
przyjaźń z malcem jego siłą.

W czasie trwania tych podróży
przeżywali przygód krocie,
prawie jak u Pana Kleksa –
otwierając wrota w locie.

Kapadocja z podziemiami,
dzicz bieszczadzka z niedźwiedziami,
kanadyjskie wodne tafle otoczone klonu lasem,
Indian tańce w kręgu ognia – echo bębnów ponad czasem.

Tak wyliczać można sobie
bezlik eskapad, wojaży mnogość.
Najważniejsze jednak dostrzec
dziecięcą radość, smoczą błogość.
© Katarzyna Georgiou
Wiersz z tomiku ”Dychotomia Mojej Kobiecej Natury”



Facebook IconYouTube IconOdwiedź nas na Google+